Zazwyczaj gdy decydujemy się w życiu na zmiany, przybierają one obraz drastycznych reorganizacji metod pracy albo całkowitych metamorfoz stylu życia. Raptownie rzucamy palenie, przechodzimy na radykalną dietę odchudzającą lub z dnia na dzień postanawiamy się zmusić do regularnych treningów. Jasne, że niekiedy efektem tych gwałtownych zmian są spektakularne sukcesy. Ale też pomyślcie ile znacie osób, które wiecznie rzucają palenie, latami próbują schudnąć, a postanowienia noworoczne w najlepszym razie realizują przez kilka tygodni.

Wszystko dlatego, że zmiany nas przerażają. Winien temu jest ludzki mózg. W przeciwieństwie do innych narządów, mózg istotnie ewoluował „w ostatnim czasie”. Najstarszą jego częścią jest pień mózgu, nazywany również mózgiem gadzim. Osadzony jest na szczycie rdzenia kręgowego, to on umożliwia nam oddychanie, sprawia że serce pompuje krew oraz odpowiada za uczucie głodu. Na nim wykształcił się mózg ssaczy, fachowo nazywany układem limbicznym. Tu sprawa się komplikuje. W tej części mózgu znajdziemy hipokamp, jądra migdałowate i podwzgórze, które odpowiadają za naszą seksualność, sferę emocjonalną, pamięć i zdolność uczenia się.

Na samym wierzchu znajduje się najnowszy wynalazek ewolucji w zakresie rozwoju ludzkiego mózgu, kora mózgowa. Wykształciła się około 100 milionów lat temu, na dodatek tak szybko, że rozrost czaszki nie był w stanie nadążyć za wzrostem wielkości mózgu, stąd znak firmowy kory mózgowej, czyli jej pomarszczenie. W istocie to właśnie kora mózgowa czyni nas ludźmi, bo odpowiada za właściwe człowiekowi umiejętności, takie jak myślenie abstrakcyjne, świadomość istnienia, czy posługiwanie się mową i pismem.

Z punktu widzenia wprowadzania zmian, najważniejsze jest działanie układu limbicznego, a najdokładniej ciała migdałowatego, które pełni rolę strażnika. Analizuje docierające do mózgu sygnały, a kiedy któryś z nich uzna za zagrożenie uruchamia procesy służące obronie. Wywołuje wyrzut hormonów, pobudza serce do pracy, a co najważniejsze blokuje dopływ do kory mózgowej tlenu i glukozy, czym skutecznie pozbawia nas sprawności racjonalnego rozumowania.

Ciało migdałowate wszczyna alarm w sytuacjach zagrożenia, co wydaje się całkiem uzasadnione gdy akurat uciekamy z płonącego supermarketu, napotykamy grupę agresywnych kibiców albo auto zgaśnie nam na przejeździe kolejowym. Problem w tym, że czy tego chcemy czy nie, układ limbiczny przejmuje kontrolę także w sytuacjach kiedy wolelibyśmy tego uniknąć – gdy próbujemy czegoś nowego, podejmujemy wyzwanie albo wprowadzamy zmiany.

Jest jednak sposób na przechytrzenie naszego mózgu. Zmiany nas przerażają, to fakt, ale duże zmiany przerażają nas odpowiednio mocniej niż małe. A to już coś. Coś, czyli kaizen.

Kaizen, czyli małe kroki

Kaizen jest dość szerokim pojęciem, często odpowiadającym całej biznesowej koncepcji ciągłego doskonalenia, powiązanej z zarządzaniem przez jakość i techniką just in time. Redukuje koszty, skraca czas trwania procesów, poprawia ergonomię pracy, ale clou sprawy stanowi sama idea rozwiązywania drobnych problemów i stawiania małych kroków. W książce „Filozofia Kaizen. Jak mały krok może zmienić Twoje życie” Robert Maurer formułuje sześć zastosowań metody kaizen. Szczególnie zainteresowała mnie strategia, którą nazywa podejmowaniem małych działań:

Małe działania stanowią serce kaizen. Poprzez podejmowanie kroków tak małych, że aż zakrawających na śmieszność, bez trudu ominiesz przeszkody, które wcześniej były przyczyną porażek. Powoli, lecz spokojnie nabierzesz apetytu na ciągły sukces i położysz podwaliny pod stałą drogę ku zmianie.

O jak małych działaniach mówi Maurer? O bardzo małych. Podaje konkretne przykłady. Jeżeli planujesz zmniejszyć nadmierne wydatki, zawsze przy kasie odłóż jeden produkt z koszyka. Jeżeli chcesz się zacząć uczyć nowego języka, codziennie zapamiętuj tylko jedno nowe słowo. Wprowadź do swojego życia bardzo małe nawyki, tak małe, by bez wyrzeczeń i nadmiernego wysiłku, konsekwentnie je realizować.

Zmień nastawienie

Każdy kto w życiu próbował zmienić lub zrobić coś istotnego, wie, że najtrudniej jest zacząć. Gdy myślimy o zrzuceniu wielu kilogramów, napisaniu pracy dyplomowej albo regularnym zdrowym odżywianiu się, przeraża nas wysiłek jakim, we własnym wyobrażeniu, okupimy nasze cele. Skuteczna utrata wagi wymaga odpowiedniego odżywiania się i regularnych ćwiczeń. Przygotowanie pracy dyplomowej zmusza nas do godzin spędzonych nad źródłami. Rezygnacja z fastfoodu i przygotowywanie własnych naturalnych posiłków jest szalenie czasochłonne. Wizja tych trudów odpycha.

A gdyby zacząć tylko małym krokiem? Maurer w swojej książce przytacza historię kobiety, której technika kaizen pomogła zmienić życie. Julia pojawiła się u lekarza z problemem wysokiego ciśnienia i szybkiego męczenia się. Z powodu znacznej nadwagi groziły jej cukrzyca, choroba niedokrwienna serca i pogłębienie depresji. Aby uniknąć oporu pacjentki, zaproponował jej, zamiast programu ćwiczeń, by raz dziennie oglądając telewizję, w czasie przerwy reklamowej  maszerowała w miejscu przez minutę.

Oczywiście maszerowanie w miejscu przez minutę nie pozwoliło pozbyć się nadwagi. Zmieniło jednak jej nastawienie. Z czasem minuta wydłużyła się na całą przerwę reklamową, a kilka miesięcy później każdego wieczoru wykonywała pełne programy aerobiku.

Zamień stromą górę w łagodną ścieżkę

Robert Maurer nie twierdzi, że osiąganie celów przez drastyczne zmiany jest niemożliwe. Wprost przeciwnie, niekiedy silne postanowienie, zwłaszcza gdy towarzyszy mu lęk przed chorobą, otyłością, nałogiem, czy śmiercią, skutecznie wywraca życie do góry nogami. Ludzie z dnia na dzień rzucają palenie, zaczynają biegać lub uczyć się nowych rzeczy. Z reguły wymaga to jednak ogromnej siły woli i determinacji, której większości z nas, z reguły, po prostu brakuje. Po co więc zdobywać górę wybierając strome zbocze, podczas gdy z przeciwnej strony na szczyt prowadzi łagodna ścieżka?

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.